Michał
Bakunin
Listy adresowane do Hercena i Ogariowa

Nota
redakcyjna
Tekst
za Michał Bakunin "Pisma Wybrane" t. 2, s. 394 - 403. Przełożył
Bolesław Wścieklica. Publikacja w wersji elektronicznej: Anarchistyczne
Archiwa 2006.

Sztokholm,
1 sierpnia 1863 r.
Drodzy Przyjaciele!
Dwa ostatnie
Wasze listy zastały mnie przy pisaniu do Was jednego z tych ogromnych
listów, za które mi wymyślacie. I rad bym go nie pisać, ale muszę.
Opisuję w nim szczegółowo tutejsze moje losy i działalność oraz gorzko
skarżę się na Aleksandra Aleksandrowicza (1).
Otrzymacie go w najbliższych dniach, a do tej chwili bądźcie powściągliwi
w wydawaniu opinii. Od czego zacznę? Za 50 funtów, które otrzymałem,
dziękuję. Bardziej jeszcze dziękuję za artykuł o mnie w "Kołokole"
- mam zamiar sam napisać odpowiedź i będę prosił o jej wydrukowanie
w Waszym piśmie - ale przedtem proszę Was, jeśli to możliwe, o przysłanie
mi tych rosyjskich pism, które mnie besztają. Robią mi za wiele honoru.
Co prawda, mam wyrzuty sumienia, gdy pomyślę, że tak mało jeszcze
zasłużyłem na tę nienawiść i strach, o które je przyprawiam. Tak,
piśmiennictwo spodliło się - trzeba jednak zauważyć, że temu, co się
nie spodliło, odebrano głos, a podłe szuka zapomnienia w pijaństwie,
upija się - wytrzeźwieje i będzie mu niedobrze. Tak, szerokie masy
szlachty, a zapewne i kupiectwa ostatecznie stanęły po stronie Petersburga,
przeciwko nam. Tak, lud w radosnej nadziei na przyobiecane wielkie
łaski i ulgi chętnie korzysta z niebywałej jak dotąd możności upajania
się słowami, a odurzony podpisuje się pod wszystkim, co mu podsuną,
ale przede wszystkim zawsze gotów jest policzyć żebra panom - mimo
wszystko nie dam i stu rubli nawet za długowieczność petersburskiego
cesarstwa. Szkoda tylko, że dużo krwi się poleje. Sprawy polskie ciągną
się po dawnemu. Demontowicz (2),
który pojechał w rodzinne strony, pisze mi, że stronnictwo białych
w Rządzie Narodowym doznało ostatecznej porażki z rąk stronników ruchu,
na którego czele stoi nasz przyjaciel Smieliński. Mnie tak samo jak
i Ciebie nie tylko dziwi, ale martwi, że Rząd Narodowy (prawdopodobnie
jeszcze biały) nie łączył mego nazwiska z przekleństwem, jakie rzucił
na Ciebie. Ani wobec Polaków, ani wobec Rosjan nie zamierzam wyrzec
się całkowitej solidarności z Wami. Nikomu o tym nie mówiłem i mówić
nie będę, dopóki Ty mi na to sam nie pozwolisz. Nie zaszkodziłoby
jednak jak najbardziej ostro zaprotestować przeciwko nazwie "panslawistów",
którą oni nas nagradzają. (3)
Ty nigdy panslawistą nie byłeś i zawsze z lekceważeniem patrzałeś
na wszystkie ruchy słowiańskie, ja też nigdy nie byłem, ale w ruchu
słowiańskim z zapałem brałem udział i teraz jeszcze myślę, że nasza
federacja słowiańska to jedyna możliwa przyszłość, tylko ona bowiem
może w nowej i całkowicie wolnej postaci zaspokoić to, niewątpliwie
żywe w naszym narodzie, poczucie wielkości, które nie zda egzaminu,
gdy pozostanie na fałszywej drodze caratu. Ale to sprawa dalekiej
przyszłości, teraz zaś myśleć o Słowianach byłoby głupio - jeżeli
możemy troszczyć się o nich, to chyba tylko po to, żeby zapobiec ich
zgubnemu sojuszowi z carską Rosją. Nawet zapomniałem, że kiedyś o
nich myślałem. Całe zagadnienie zacieśniło się teraz do Polski i Rosji.
Tak, z Polakami nam trudno. Mało, o wiele za mało jest takich, z którymi
moglibyśmy się duchowo zbliżyć. Wiesz, co mi na ostatek Demontowicz
powiedział? Że on nie tylko nie pragnie, ale obawia się, jako ogromnego
zła, rosyjskiej rewolucji i że gdyby mu wypadło wybierać między nowym
zwycięstwem caratu i ocaleniem Polski przez rosyjską rewolucję, to
on pragnąłby raczej czasowego zwycięstwa caratu, bo od niego wcześniej
czy później będzie się można wyzwolić, gdy tymczasem rosyjska rewolucja
społeczna, dając upust polskiemu barbarzyństwu, ostatecznie zatopiłaby
cywilizację polską. A więc, Przyjaciele, mieliście słuszność w tej
kwestii, a ja słuszności nie miałem; tak, najlepszy nawet Polak dla
nas, jako dla Rosjan, jest wrogiem. A jednak nie możemy pozostać na
uboczu od ruchu polskiego ani żałować wyboru kierunku działania. Milczeć
i nic nie robić podczas takiej katastrofy, to byłaby nasza śmierć
moralna i polityczna. Zmuszeni do wyboru między ohydnym katem a szlachetną
ofiarą, musieliśmy stanąć po stronie ofiary, nie bacząc na to, czy
jest szlachetna, czy nie. Ponadto ujarzmienie Polski jest naszym nieszczęściem.
Wyczyny wojsk rosyjskich w Polsce - naszą hańbą. Tryumf Petersburga
w Polsce byłby zgubą dla Rosji. Toteż postępowaliśmy zgodnie ze świętymi
naszymi obowiązkami i będziemy dalej także działali, nie zwracając
uwagi ani na krzyki petersburskie i moskiewskie, ani warszawskie.
Zgodnie z niezachwianym moim przekonaniem, główny wróg to Petersburg
- bardziej niż Francuzi i Anglicy, bardziej nawet niż Niemcy. Przecież
on właśnie jest Niemcem w przebraniu. Toteż nic nie powstrzyma mnie
od kontynuowania wojny przeciwko niemu na śmierć i życie. Tak, głośno
wyrzekam się państwowo-cesarskiego patriotyzmu i będę się cieszył
ze zniszczenia cesarstwa, skądkolwiek by ono przyszło. Rozumie się,
że nie pójdę do Rosji w ślad za Francuzami, Anglikami, Szwedami i
ich przyjaciółmi Polakami - ale jeżeli można się będzie dostać w głąb
Rosji podczas wojny z cudzoziemcami po to, żeby wywołać powstanie
chłopskie, zrobię to z głębokim przekonaniem, wiedząc, że spełniam
święty obowiązek i służę wielkiej sprawie rosyjskiej. - Otóż i moja
spowiedź. Nie ma się co gorączkować, toteż lepiej będzie przejść na
inny temat. Powiedzcie Aleksandrowi Aleksandrowiczowi, że jego przyjaciel
Quentin, nie mając kogo protegować, zaczął protegować Polesa Tugenbolda,
o którego nawet pokłócił się z Demontowiczem. Poles robi tu karierę,
przyjmuje go Manderintrollene, minister spraw zagranicznych, a niedawno
został przedstawiony księciu Oskarowi, któremu ofiarował egzemplarz
swojej broszury o ekspedycji, jak mówią, pełnej inwektyw i obelg w
stosunku do mnie, za co właśnie Quentin zaczął go protegować. Ja najprawdopodobniej
odpowiadać nie będę. Ale na wszelki wypadek powiedzcie, jak dalece,
nie wymieniając nazwisk, mogę opowiadać o znanych nam faktach na jego
temat. Pamiętajcie, że to chłopina bardzo zręczny, niezmordowany intrygant,
umiejący wcisnąć się wszędzie i przez to niebezpieczny. Może trzeba
mu będzie odpowiedzieć i podciąć jego robotę u podstawy. Jest tu jeszcze
szpieg rosyjski Knobbe, który nieustannie się kręci koło mego mieszkania;
wygadał się, że rząd rosyjski ofiarowuje 50 000 rubli temu, kto zawładnąwszy
moją cenną osobą, dostarczy mnie żywego lub martwego do Petersburga.
Rozumie się, że jestem tu bezpieczny, ale na wszelki wypadek załadowałem
rewolwer. W następnym liście napiszę o nim więcej. A teraz bywajcie,
ściskam Wasze dłonie.
M. Bakunin
19
sierpnia
Jeżeli zabraknie Wam odwagi przeczytać od razu cały list, to zacznijcie
od 16 arkusza. Kontynuuję: 4) List, który Straube (4)
otrzymał przedwczoraj od Aleksandra Aleksandrowicza, niemal upewnił
mnie, że nie chcecie ratyfikować zawartego między nami układu. Myślę,
że popełnilibyście błąd. Straube to młody człowiek, uczciwy i oddany,
który chce się wziąć do roboty poważnie i którego starania, jak sądzę,
powinny być uwieńczone powodzeniem. Aleks[ander] Aleks[androwicz]
był tego samego zdania, gdy wyjeżdżał ze Sztokholmu. "Straube
- powiedział mi raz w rozmowie o Duńczyku, który polecony nam został
przez Bujnickiego, a potem okazał się łajdakiem - Straube to zupełnie
co innego; on jest człowiekiem wartościowym, jemu we wszystkim zaufam".
Odtąd poznałem Straubego daleko lepiej, dowiedziałem się o całym przeszłym
jego życiu, warunkach, sytuacji, słowem poznałem go od podszewki i
z całym przekonaniem powiadam Wam, że jest on rzeczywiście człowiekiem
rzetelnym, zdolnym i dzielnym, za którego cześć ręczę swoim honorem,
i tak samo jak ja odpowiadam za niego przed Wami, tak i przede mną
biorą za niego odpowiedzialność ludzie poważni, od dawna go znający:
Blant, Embloge i Yerta. Tak, mówię to śmiało, trudno nam będzie znaleźć
innego człowieka równie zdolnego i równie gotowego podjąć się tej
sprawy, jak Straube - on może stać się naszym znakomitym pomocnikiem
i popełnimy wielki błąd, jeżeli nie skorzystamy z jego gotowości i
propozycji. On trafnie pojął istotę rzeczy, zrozumiał, że drobny handel
Waszymi książkami i "Kołokołem" przy pomocy kelnerów w Sztokholmie
i Kopenhadze nic nie przyniesie ani jemu, ani propagandzie. Doświadczenie
nauczyło go, że ten proceder do niczego nie prowadzi. Po rozmowie
ze Sturzenbergiem, który był tutaj, i innymi Duńczykami przekonaliśmy
się, że w Kopenhadze nie ma co zaczynać. Handel londyńskimi wydawnictwami
nabierze poważnego znaczenia dopiero wtedy, gdy obejmie Petersburg
i dalsze prowincje Rosji. Musi jednak Straube mieć przynajmniej jednego
człowieka, księgarza albo i nie, który zgodziłby się wespół z nim
handlować zakazanym towarem i mógłby utorować drogę w Rosji. Takiego
człowieka listownie się nie znajdzie. Dlatego też Straube zdecydował
się pojechać sam do Petersburga, żeby znaleźć takiego człowieka i
o ile się to uda, zawrzeć z nim umowę. Pojedzie przez Szczecin, dokąd
dałem mu list do bardzo odpowiedniego i wielce użytecznego człowieka,
komisjonera mającego rozległe interesy z Petersburgiem. Nawiązawszy
tam stosunki, pojedzie do Pitra. W Petersburgu ma tylko jednego znajomego,
księgarza Niemca, jego zdaniem człowieka rzetelnego, ale który raz
już odmówił na jego listowną propozycję i z którym ja nie radzę mu
się wobec tego spotykać. Przyjaciele moi dadzą mu list polecający
do wspomnianego Szweda, który tam mieszka. Ponadto mój szczeciński
przyjaciel, który dobrze zna Petersburg, poleci mu kilku dzielnych
ludzi. Wreszcie trzeba będzie dać mu list do jednego z członków towarzystwa,
żeby wskazano mu rosyjskiego handlowca, z którym mógłby bezpiecznie
i z korzyścią się zbliżyć. Wiem, jakie zastrzeżenia możecie zrobić,
i zdaję sobie sprawę z delikatności tej strony całej kwestii. Dawać
list do jednego z naszych przyjaciół w Petersburgu - to w chwili obecnej
nie żarty, to pachnie niebezpieczeństwem. Ale, Przyjaciele moi, kto
nie ryzykuje, ten nigdy nic nie zrobi. Bez pomocy towarzystwa nigdy
nie nawiążecie w Rosji poważnych stosunków handlowych; towarzystwo
nie powinno mieszać się w nie bezpośrednio, ale powinno tylko wskazać
Straubemu ludzi zdolnych i gotowych wziąć udział w tej sprawie. Możecie
napisać kilka słów do jednego z członków - tak jak zrobiliśmy to w
Sztokholmie - i adres przysłać mi osobno. Straube nauczy się go na
pamięć. W kartce tej powiecie, że Straube przyjechał z Waszego polecenia
i że prosicie, aby udzielono mu pomocy radą, rekomendacjami i, o ile
to będzie możliwe, również i czynem. Słowem honoru zaręczam Wam, że
Straube będzie pedantycznie ostrożny i że będzie się starał unikać
wszelkich niezręcznych sytuacji, które by mogły skompromitować i jego,
i tę osobę, do której adresowana będzie kartka; że nie będzie usiłował
dowiedzieć się więcej, niż będzie mu powiedziane, i w razie przypadkowego
spotkania nie pozna tego, z kim wypadnie mu mówić poufnie. Istotę
sprawy opowie on sam, w kartce zaś powinno być powiedziane, że jest
on człowiekiem pewnym, którego my polecamy i któremu prosimy dopomóc.
Wreszcie przypomnijcie sobie, że my już dwukrotnie pisaliśmy w ten
sposób. Raz przez Quentina; odpowiedź, którą powinienem był znać już
od dawna, jest w Waszych rękach. Drugi raz przez Veterhofa. Ten list
wrócił z powodu nieobecności adresata, otrzymałem go i spaliłem. Powiedzcie
o tym Aleksan[drowi] Aleks[androwiczowi]. Za uczciwość i dokładność
Straubego odpowiadam własnym honorem. Trudno znaleźć człowieka bardziej
odpowiedniego do tej sprawy. Z Petersburga Straube pojedzie do Finlandii,
a może przedtem jeszcze do Rygi. W Finlandii mamy już swoich ludzi,
a znajdą się jeszcze inni. W ten sposób nawiąże on całą sieć kontaktów
i będzie w stanie zacząć realną i dość rozległą robotę - robotę, która
może się udać tylko w ten sposób. Trzymiesięczny termin, wyznaczony
przez Aleksandra Aleksandrowicza na zapłatę za wzięte książki, jest
za krótki, po prostu nierealny. Weźcie pod uwagę, że żegluga za półtora,
najwyżej za dwa miesiące się skończy i że dotychczas nic nie zostało
zrobione. Niemało czasu trzeba będzie na znalezienie ludzi i na zorganizowanie
kontaktów. Ponadto ludzie w Rosji, z którymi on dojdzie do porozumienia,
też zażądają kredytu. Weźcie pod uwagę, że projektowana jazda będzie
go kosztowała sporo czasu i pieniędzy. Łatwo też może się zdarzyć,
że czy to wskutek terroru, czy indyferentyzmu albo może przejściowej
niepopularności londyńskich wydawnictw Straube nie znajdzie w Petersburgu
ani jednego człowieka, który gotów byłby wejść z nim w spółkę - wtedy
wyprawa jego i związana z tym strata czasu i koszty będą z jego punktu
widzenia rzucone w błoto, bierze więc on na siebie ryzyko. Ale po
części przez sympatię do sprawy, po części z przekonania, że przy
szczęśliwych okolicznościach może zorganizuje poważny i korzystny
dla siebie handel, bierze to ryzyko na siebie. W zamian za to żąda
jednak od nas: 1) żebyśmy dali mu kredyt w wysokości 4 do 5 tysięcy
franków na termin roczny, i zobowiązuje się odsyłać Wam z powrotem
wszystko, czego nie sprzeda; 2) żebyście raz doszedłszy z nim do porozumienia
w kwestiach zasadniczych, w ciągu tego próbnego roku wysyłali mu niezwłocznie
wszystko, czego zażąda w ramach określonej sumy kredytu, działając
przy tym z należytą sprawnością; 3) żebyście, w granicach możliwości,
przy pomocy naszych przyjaciół poparli go na terenie Rosji. Ze swej
strony obiecuje, iż jeżeli po powrocie z Petersburga przekona się,
że robota idzie źle - nie ciągnąć jej, nie łudzić Was ani siebie i
zwrócić Wam wszystkie nie sprzedane wydawnictwa, dzieląc z Wami po
połowie wydatki na przesyłkę. Powtarzam raz jeszcze, że jest to sprawa
poważna i warta tego, żebyście dobrze się zastanowili, zanim udzielicie
odmownej odpowiedzi. Jeżeli naprawdę chcecie rozpowszechnienia Waszych
wydawnictw w Rosji, to wątpię, czy znajdziecie innego człowieka i
inną sposobność, w której połączyłoby się tyle szans na powodzenie
sprawy. I po raz dziesiąty powtarzam: za rzetelność, powagę, zdolności
i za czystą, dobrą wolę Straubego ręczę honorem. Straube na moją prośbę
napisał do mnie list, gdzie przedstawia swe nadzieje i swe widoki
na powodzenie przedsięwzięcia. Jeżeli macie zamiar przyjąć jego propozycje,
to nie tracąc czasu napiszcie do mnie albo wprost do niego z odpowiedzią
po niemiecku albo po francusku i wyłuszczcie jasno i wyraźnie Wasze
warunki. Mnie zaś tak samo wyraźnie napiszcie, na jakie mianowicie
zmiany i w jakiej mierze mogę się zgodzić, w razie gdyby on takich
zmian zażądał. I nie tracąc czasu wyślijcie wszystkie ostatnie numery
"Kołokoła", których on jeszcze nie ma, i wybór książek,
jakie, Waszym zdaniem, wzbudzą największe zainteresowanie w Rosji.
W razie Waszej zgody on uda się tam około 10 września. Jeśli zaś nie
uznacie za możliwe zgodzić się na jego propozycje, nadeślijcie umotywowaną
albo nie umotywowaną odpowiedź odmowną równie prędko, żeby on nie
przygotowywał się niepotrzebnie do drogi.
4) Na skutek zerwania mojego z Quentinem, którego Al[eksander] Al[eksandrowicz]
był jedyną przyczyną, i ochłodzenia stosunków ze wszystkimi mieszkającymi
tutaj Finami nie mogłem skorzystać z przyjazdu tutaj z kraju wielu
rzutkich Finów, na co przedtem miałem nadzieję i czego oczekiwałem.
Ale dzięki moim szwedzkim przyjaciołom udało mi się wreszcie utorować
drogę do jednego z najwybitniejszych i najbardziej szanowanych członków
stronnictwa finomanów. Przesyłam Wam na osobnym arkuszu urywki z jego
listów, które - jak sądzę - wystarczą, aby udowodnić Wam doniosłość
owych kontaktów i korzyści, jakie można stąd osiągnąć. Nie wymieniam
nazwisk i nie przekazuję adresów, dlatego że, raz otrzymawszy nauczkę
od Waszego młodego i ambitnego sekretarza, nie jestem pewien, czy
on nie przekaże tego wszystkiego swemu przyjacielowi, a teraźniejszemu
memu wrogowi, Quentinowi, i nie wykorzysta raz jeszcze mego zaufania
przeciwko mnie, aby pełniej umocnić swą młodzieńczą potęgę. Poczuwałem
się do obowiązku uprzedzenia moich fińskich przyjaciół na temat Quentina
i z radością dowiedziałem się, że stronnictwo czynnych finomanów,
zorganizowane, jak widzicie, jako tajne towarzystwo, nie zamierza
podporządkowywać się tutejszej kolonii fińskiej, która daleko bardziej
zajmuje się sprawami osobistymi niż ogólnymi.
5) Jeżeli są do mnie listy Straubego z Finlandii i inne, to proszą
o niezwłoczne przesłanie mi ich do Genewy pod wskazanym adresem. O
to samo proszę Tchórzewskiego. Ostatnia przesyłka z Londynu do Genewy
powinna przybyć nie później niż 8 stycznia, po czym proszę do 9 stycznia
kierować listy na poste restante d Genes, a po 9 stycznia d Florence
poste restante wciąż na nazwisko Henry Souli.
6) Hercen miał też wątpliwości co do powodzenia wysyłki książek przez
Włochy do Konstantynopola. Niechże mi napisze, czy zostaje przy dawnych
nadziejach i czy mam zgodnie z porozumieniem starać się wykonać Jego
polecenie.
Co do Ogariowa,
to mam nadzieję, że nie omieszka odpowiedzieć mi na wszystkie pytania,
czym bardzozobowiąże oddanego Wam
M.
Bakunina
Natalii Aleksiejewnie
nasze serdeczne pozdrowienia *.
[* Na tym
urywku listu ręką Bakunina napisano: "dla Tchórzewskiego".
- Red.]
